kolejna przerwa... który to już raz? ;)
Rozczarowałam się sobą. Zbyt szybko chyba zaczęłam cieszyć się sukcesem, a przecież dobrze wiem, że los jest złośliwy.
Nie, to nie los. To ja. Tu żaden 'los' nie miał nic do czynienia. To ja zawiodłam, a nie wszystko wokół. A szkoda, bo tak by było miło zrzucić winę na świat ;)
Przykro mi w sumie chyba nie tyle z powodu 'siebie', ile dlatego, że złamałam obietnicę...
stworzony by biec
w pogoni za swoim dniem przed lękiem uciec chce
stworzony by biec nie może zatrzymać się
do końca zostać chce
by dalej żyć
chce dalej żyć
skomentuj (8)

2006-04-15 22:09:11 >> ...
jestem dla ciebie czuła
jak dla pszczół
cierpki zapach kwiatu
jestem dla ciebie dobra
jak dla zmęczonych skrzydeł ptaka
rozchwiana gałąź
złoto
opadam na twe powieki
uśmiechem
odpędzam myśli - kąśliwe osy
to noc
dała mi ciebie
ogromna noc
w której gubiłam rozrzucone po płótnie włosy
jesteś
jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie
modlę się do ciebie
jaka to religia
w której czci się usta
wygiętego boga przedświtów
ach religia
wspaniali bluźniercy
jesteśmy sobie
zamkniętym czworokątnym światem
Poświatowska, a jakże :)
skomentuj (4)

2006-03-08 16:12:06 >> ...
Wbrew wszelkim zasadom gramatyki języka polskiego i wbrew wszelkiej logice, "Lorijel" to liczba mnoga. A konkretnie dwie sztuki.
Pierwsza Lori bywa miła, czasami nawet zdarzy jej się pomóc komuś. Stara się być optymistką. Sztukę zaciskania zębów ma opanowaną niemal do perfekcji. Wie, że wszystko mija, ale i że historia lubi się powtarzać. Wie, że jeśli nie można sobie z czymś poradzić, trzeba przestać walczyć, a wtedy to po prostu odpłynie. Wie, że people=shit i nie można od nich wiele oczekiwać (więc nie oczekuje). Wie, że czasami musi runąć wszystko, żeby powstało coś nowego. Wie, że po burzy zawsze jest tęcza, tylko trzeba spojrzeć w odpowiednie miejsce na niebie, żeby ją zobaczyć. Ciągle trenuje (z postępami) sztukę znalezienia spokoju i ciszy w największym chaosie. Stara się doceniać małe rzeczy.
Druga Lori dochodzi do głosu rzadziej. Jest okrutna, torturuje bezlitośnie siebie i wszystkich wokół. Nienawidzi siebie za to i napawa się tym jednocześnie. Zamyka się na wszystko. Z premedytacją sprawia ból niewinnym ludziom, którzy po prostu znaleźli się obok. Kiedy przejmuje kontrolę, pierwsza Lori siada sobie w kąciku i obserwuje z przerażeniem. Strach paraliżuje. Kiedyś miała sposób, by ta druga odeszła, ale ten sposób, jak się okazało, był zły. Sprawiał ból. Teraz nie może go stosować i nie bardzo wie, jak inaczej może sobie poradzić.
I przeprasza bardzo wszystkich, którzy mieli szansę przekonać się na własnej skórze, że tak to właśnie wygląda.
edit:
tak, wiem, że jestem w tym wszystkim niesamowicie banalna... :)
skomentuj (6)

2006-02-22 23:15:20 >> ...
Piękny zastój...
No cóż, jakoś nie ma o czym pisać. Nie żeby nie było się na co skarżyć - zawsze jest, Polak potrafi - tylko jakoś tak... spokojnie jest.
Czasami można sobie klinąć, gdyby przypadkiem się nudziło.
Chciałabym coś zrobić, tylko niech mnie ktoś oświeci - CO? Co mogę? Jak? Bezsilność jakoś ostatnio ciągle się za mną włóczy i odczepić nie chce.
all that i wanted the dreams i had before
all that i needed i've never needed more
all of my questions are answers to my sins
all of my endings waiting to begin
No i do tego się wszystko sprowadza... Ciągłe wracanie do punktu wyjścia. Krąg. Tylko najtrudniej to zrozumieć.
skomentuj (9)

2006-01-02 21:53:00 >> ...
Podsumowanie. Oklepane wprawdzie... ale co tam.
Nowe otoczenie, jak dla mnie zmiana na lepsze.
Nowe znajomości, część na plus, część na wielki plus, część na minus. Zerwanie kontaktu z kilkoma osobami.
Nosek i głowa trochę bardziej w górze, zero dużych ataków histerii od jakichś 3 miesięcy (ale nie mów hop... więc nie mówię), kilka małych, ale zdecydowanie rzadsze.
Nie przestałam, i już sobie nie wmawiam, że przestanę. Po co, skoro plany i tak wezmą w łeb. Kiedyś po prostu się skończy, ale bez słowa... Tak po prostu.
Dryfowanie. Cisza. Spokój. Nauczyłam się radzić sobie. Tym razem tak naprawdę. I radzę sobie po malutku, jest tylko jeden wyjątek (kilka linijek wyżej).
Cegiełek coraz mniej. Kilka kroków do przodu, troszkę do tyłu.. Ale tylko troszkę. Jest ze mną lepiej (chyba).
Okazało się, że jednak po coś jestem. Czasami to męczy (jak wszystko), ale ogólnie - duży plus.
Za mało samotności w ostatnich miesiącach, czasami tęsknię. Muszę znaleźć 'złoty środek'.
Dużo eksperymentowania.
Na razie nic więcej nie przychodzi do głowy.
Tak dużo (i tak mało równocześnie) się zmieniło, że sama już nie wiem co napisać. Ogólnie rok jak najbardziej pozytywny, światełko w tunelu. W końcu zaczynam do czegoś dochodzić. Oby tylko nie zapeszyć... ;)
skomentuj (4)

2005-12-05 15:31:19 >> ...
Znalezione na jednym z owych skrawków papieru wspomnianych w poprzedniej notce. Napisane jakoś w ostatnich dniach listopada.
Właściwie to po cholerę mi kalendarz? Po co wiedzieć, który mamy dzień? Patrzenie na kalendarz to taka odmiana masochizmu - obserwowanie z uśmiechem, jak szybko mijają dni, miesiące... Jak z prędkością światła zbliżamy się do końca.
Niech ktoś mi poda definicję czasu.
"Czas to przezroczysta perła wypełniona oddechem"?
Czy ja w ogóle kiedyś umrę?
To dość ciekawa perspektywa - błąkać się po świecie i straszyć ludzi... na przykład przez przestawianie mebli, rzucanie talerzami... Tak, jestem okropna. I dobrze mi z tym.
skomentuj (2)

2005-11-17 23:21:04 >> ...
Czy wszyscy tak cholernie pesymistycznie patrzą na świat, czy po prostu potrzebują kogoś, kto się nad nimi zlituje i powie 'ojej, ale jesteś biedny/a'?
No, mniejsza o to.
Pierdolona obsesja. No coraz gorzej ze mną.
Ale hmm.. wcale nie jest mi z tym źle.
Bo gdyby było, to starałabym się to zmienić, prawda?
Pisać o czymś gdzieś na skrawkach papieru, nawet nie wiedzieć o czym, a następnego dnia to przeczytać - dziwne uczucie.
skomentuj (5)


© copyright by Lorijel
layout by firith

